Napisali o nas: www.rynki.sm.pl

Wiesław Ochman - potrójny maestro

Otwarcie nowej galerii malarstwa w Wilanowie pod nazwą Galeria SD w dniu 20 listopada miało charakter "potrójnie genialny". Ale zanim to wyjaśnimy, powiedzmy, że galeria należy do pani Elżbiety Sawczuk oraz państwa Marii i Mariusza Dziopaków (też "trójcy"). Bohaterem uroczystości był potrójny maestro - śpiewak operowy, artysta malarz znakomity i konferansjer niezrównany (występujący tylko na własnych koncertach) - Wiesław Ochman. Tytuł wystawy to "Impresje hiszpańskie", ponieważ Mistrz bywa w Hiszpanii często, mając tam własny dom. On też - ten dom - jest obiektem jego malarstwa i dwa takie obrazy, wśród wielu innych, Mistrz prezentuje na wystawie: "La casa" (po hiszpańsku "Dom") oraz "La pared de la casa" ("Ściana domu"). Mistrza, który znajduje się w towarzystwie żony, pięknej pani Krystyny, nigdy nie opuszcza dowcip. Tak i teraz. Otwierając wystawę mówi krótko: "Nie chcę malować tylko i wyłącznie intelektualnie, pedantycznie dbając o formę i harmonię". A więc maluje sercem. A przy okazji ujawnia pewien sekret. Utarło się, że Mistrz jest przede wszystkim śpiewakiem, że malarstwo to jego "hobby". Tymczasem..., ale posłuchajmy jego samego: "Śpiew wypełnia mi życie zawodowe bez reszty, a zjawił się nieoczekiwanie w moim życiorysie. To, że zostanę śpiewakiem operowym - zaledwie przeczuwałem, A W TO, ŻE ZOSTANĘ MALARZEM, WIERZYŁEM. I DALEJ WIERZĘ".

Obecni już chcą protestować, że Mistrz nie musi WIERZYĆ, że on JUŻ JEST malarzem. Ale on im nie pozwala. Bo tu nadchodzi pointa główna. "O jednym mogę państwa zapewnić - mówi - To wszystko, co tu widzicie - to ręczna robota".

Na wernisażu poznaję Danutę Król z Poznania, o której warszawska fama niesie, że poprzedniego dnia, tj. w piątek, 19 listopada, miała wernisaż SWOJEJ wystawy w "Sheratonie". Odniosła tam duży sukces, zaś Anne Bauer, żona dyrektora "Sheratonu", Gerda, która zna się na sztuce, użyła dla określenia jej twórczości słów "malarstwo eleganckie i emanujące spokojem". Pani Danuta podarowała jeden ze swych obrazów Janowi Pawłowi II, co spowodowało następującą odpowiedŸ arcybiskupa Leonardo Sandri z watykańskiego Sekretariatu Stanu: "Ojciec Święty wdzięczny jest za ten szlachetny gest, będący znakiem duchowej łączności z następcą św. Piotra oraz wyrazem szczerej miłości i oddania dla jego duchowej osoby. Ojciec Święty prosi Boga o potrzebne łaski dla Pani i z serca błogosławi".

Ponieważ pani Elżbieta Sawczuk, współwłaścicielka Galerii SD, jest równocześnie właścicielką restauracji "Puszkin" na Starym Mieście, wieczór skończyliśmy właśnie tam. Tam też, będąc po kilku(nastu?) winach i przepraszając mistrza Ochmana za herezję, zaśpiewałem w jego obecności piosenkę, której mnie kiedyś nauczył Henryk Pijanowski, były dyrektor Teatru Lalka w Warszawie, a obecnie wzięty lektor filmów zagranicznych w telewizji. Ta piosenka to satyryczne polsko-niemiecko-rosyjskie tłumaczenie słynnej "Lili Marlen". Nigdy bym o tym nie wspomniał, gdyby nie pointa Pana Wiesława. Wysłuchał on cierpliwie mojego śpiewu, po czym powiedział: "Zastanawiam się, czy ja sam mogę teraz jeszcze występować".

Ale były i inne pointy. Pierwsza. Spotyka się dwóch panów. Pierwszy mówi: "Byłem wczoraj z żoną w zoo". Drugi: "No i co?" Pierwszy: "Nie przyjęli". Druga pointa. Wypadek samochodowy. Przyjeżdża lekarz. Widzi leżącą kobietę. Pyta: "Czy jest pani ranna?". Ona: "Nie. Całodobowa". Przepraszam za te pointy panie, łącznie z tą, która ten drugi dowcip opowiedziała.

Zygmunt Broniarek
Plotki, pŁotki i grube ryby
Zalążek Prywatnego Tygodnika
Rok V Warszawa, sobota, 4 grudnia 2004 r. Nr 49 (240)


© Galeria SD, wykonanie © Michał Piecuch, 2004