logo_galeria_sd

O Galerii

Galeria SD propaguje polską sztukę współczesną w kraju, a także poza jego granicami, o czym świadczy jej udział w Międzynarodowych Targach Sztuki Artexpo w Nowym Jorku w 2002 roku. Jaką sztukę oferuje widzom? Najpierw zapytajmy, co generalnie proponują widzom galerie sztuki współczesnej w naszym kraju. Z grubsza podzielić je można na kilka kategorii, począwszy od awangardowych, oferujących publiczności artystyczny, czasem paraartystyczny eksperyment, swoistą zabawę intelektualną, komentarz do codzienności, skończywszy na tych, które prezentują sztukę mniej czy bardziej przedstawiającą, o solidnym, realistycznym warsztacie, skierowaną do
odbiorcy, który swój smak kształcił przede wszystkim na sztuce muzealnej. Bliżej tego drugiego bieguna sytuuje się Galeria SD. Zarówno w pierwszej jak i drugiej kategorii znaleźć można dzieła wybitne i mniej wybitne, zastanówmy się jednak, dlaczego druga z ofert cieszy się niesłabnącym powodzeniem i sympatią galeryjnych gości. Przyczyn jest zapewne kilka.
Jedną z nich stanowi fakt, że znaczna część sztuki najnowszej wyalienowała się, tworząc własny, hermetyczny język artystycznej wypowiedzi. Przyjąć można, że język ten są w stanie zrozumieć jedynie krytycy sztuki najnowszej. Z kolei oni, opisując sztukę, używają języka jeszcze bardziej niezrozumiałego dla przeciętnego odbiorcy. W ten sposób próba rozjaśnienia pola sztuki najnowszej prowadzi do jego zaciemnienia. Widz woli mieć kontakt ze sztuką przedstawiającą, operującą formami zaczerpniętymi ze świata rzeczywistego, sztuką, posługując się określeniem Romana Ingardena, opartą o "podobieństwo wyglądów". I nie ważne, czy są to realistyczne pejzaże Alojzego Balcerzaka, czy też surrealistyczno-barokowe, pełne astralnego wiatru pejzaże Jana Sumigi, katastroficzne wizje Zdzisława Beksińskiego, czy liryczni, błękitnoocy pierroci z obrazów Krystyny Brzechwy. Ważne, że patrząc na te obrazy, widz może odwoływać się do własnego doświadczenia, do form znanych, niosących przez wieki te same konotacje znaczeniowe i wyrazowe. Drzewo to drzewo, kobieta to kobieta, samotność to samotność, zmierzch to zmierzch... Nawet figury, skrajnie stylizowane i zdeformowane, pejzaże, najbardziej wizyjne i przetworzone nadal odnoszą się do realnego przeżycia natury wspólnego artyście i widzowi. W odbiorze sztuki naturalna jest sytuacja dialogu, realizowana poprzez sztukę rozmowa widza z artystą, a zarazem rozmowa widza z samym sobą, z minionym wydarzeniem, zapamiętanym kształtem lub barwą, marzeniem sennym. Dialog ten w sferze czystej abstrakcji, prowadzony jest językiem, który nie posiada żadnej stabilnej wykładni, żadnego skodyfikowanego "słownika". Wymaga to od odbiorcy solidnego przygotowania i szczególnej wrażliwości. Wobec tego przypuszczać można, że na tym poziomie dialog toczy się przede wszystkim między samymi artystami.
Kolejnym problemem, występującym przy odbiorze sztuki najnowszej jest jej stosunek do artystycznej tradycji. Katalogi wystaw i prowadzone w mediach dyskusje o sztuce przetykane są gęsto dostojnie brzmiącym słowem "dyskurs". Ma ono świadczyć o tym, iż sztuka najnowsza prowadzi nieustanny dialog z artystyczną tradycją, ze sztuką wieków minionych i że dialog ten jet owocny i twórczy. Mając jednak na uwadze wiele realizacji sztuki krytycznej, zaczynamy wątpić w te deklaracje, bowiem warunkiem wspomnianego dialogu jest poszanowanie partnera. W wiekach minionych dyskurs artystyczny między twórcami różnych epok a nawet odmiennych kultur, rozpoczynał się od autentycznego zachwytu artysty twórczością innego artysty. I tak mistrzowie renesansu stanęli pełni zachwytu nad ułomkami antycznej kultury, romantycy przed fasadami gotyckich katedr, pokolenie impresjonistów i Gauguina nad japońskim drzewem ukiyo-e, angielscy prerafaelici i nasi pruszkowiacy nad malarstwem Botticellego i Giotta. A zatem: pokora i zachwyt. Przy najlepszych intencjach trudno za ich wyraz uznać domalowywanie wąsów Madonnie. W sztuce prezentowanej w Galerii SD wspomniany dialog rzeczywiście istnieje. Na prace Jana Lebensteina pada cień wielkich demonologów: Goi, Schulza i Witkacego. Malarstwo Jerzego Nowosielskiego wyrasta z metafizycznego świata ikony, z ponadczasowych, złotych teł, dekoratywnych sylwet świętych, z sakralnej ciszy. Z kolei stłumionych szeptów i krzyków, brzmiących w obrazach Jana Lewandowskiego nie sposób do końca zrozumieć bez odwołania do młodopolskich zapisów zmierzchu w dziełach Wojciecha Weissa i Witolda Wojtkiewicza, bez postaci Erosa i Tanatosa. Współczesny miłośnik sztuki, podobnie jak wspomniani artyści, zanurzony jest w kulturowej tradycji i przywołuje z pamięci, podobnie jak oni, klisze widzianych obrazów.
We wspomnianej konwencji tkwią też pułapki stylistycznego naśladownictwa, niemożności wyjścia poza źródło inspiracji, pustego estetyzowania. Ale pułapki takie, jak już powiedziano, czyhają na każdego artystę bez względu na styl jego malarstwa. Ważne, by w tej różnokolorowej mozaice odnaleźć coś dla siebie, dzieło, z którym można podjąć nie tyle uczony dyskurs, co osobistą rozmowę.



Łukasz Kossowski

NAPISALI O NAS


GALERIA I DZIECI



                                                                                                                      wykonanie SD,  marzec 2015