Grażyna A. Kashdan o Marii Dziopak

"Kocham przyrodę, kocham wiatr, deszcz, chmury i przedzierające się przez nie słońce, kocham morze i jego spienione fale, kocham czyste powietrze gór, zapach siana, kwiatów i ziół. Kocham zmieniające sięodcienie tych wszystkich zjawisk".
Maria Dziopak


Po raz pierwszy, dzięki wystawie w Skulski Art Gallery, miałam okazję zapoznać się z malarstwem polskiej artystki, Marii Dziopak.

Ta znana malarka gościła kilkakrotnie w Nowym Jorku, ale nigdy nie miała czasu, aby zaprezentować własne malarstwo. Warto przypomnieć, iż Maria Dziopak jest również, wspólnie z Elżbietą Sawczuk, właścicielem Galerii SD w Warszawie, znakomicie prosperującej i reprezentującej najwybitniejszych polskich artystów. W ubiegłym roku, po raz pierwszy w historii targów sztuki Art-Expo w Nowym Jorku, była prezentowana polska galeria i była to właśnie galeria Marii Dziopak i Elżbiety Sawczuk.

Zajęta promocją i prezentacją artystów swojej galerii, nie ma czasu pomyśleć o własnej wystawie, dobrze więc się stało, że udało się namówić artystkę na przyjazd do Nowego Jorku, tym razem z własnymi pracami.

Maria Dziopak uzyskała dyplom na Wydziale Malarstwa Uniwersytetu Śląskiego w pracowni profesora Andrzeja Kowalskiego. Na początku swojej kariery artystycznej malowała szare i smutne obrazki tak bliskiego jej sercu Śląska, ale jak sama artystka twierdzi, smutek jej obrazów nie był przygnębiający, był raczej romantyczny.
Ogromny wpływ na jej malarstwo miała przeprowadzka do Krakowa. Zakochała się w tym mieście bez reszty. Tam właśnie powstał cykl "podwórek", malowała stare uliczki miasta, jego kamienice, wiernie oddając atmosferę ukochanego miasta.
Kolejna przeprowadzka, tym razem do Warszawy miała również wpływ na jej twórczość. W nowym i nieznanym mieście artystka nie czuła się dobrze. Aby uciec od przygnębiającego uczucia nostalgii, zaczęła malować polską wieś, szczególnie ukochała uwieczniać na płótnie kompozycje kwiatowe w zestawieniu z wiejską architekturą. Jej obrazy to nic innego niż bezpośrednie odzwierciedlenie odczuć wrażliwej i wnikliwej obserwacji, spontaniczne wobec fascynacji przyrodą, są jej rzetelnymi studiami. Malowane szybko, energicznie, mają na celu zatrzymać to, co istotne w tej fascynacji. Mają w sobie dynamikę, udzielającą się siłę przekazu emocji, towarzyszących artystce w procesie tworzenia.

Maria Dziopak wiele podróżuje i w czasie tych wypraw powstają kolejne serie obrazów. Zachwycona surowym krajobrazem Norwegii, wracała tam przez kilka lat, aby malować dramatyczne, czyste krajobrazy. Cechą pejzaży artystki pozostaje ich jedyna w swoim rodzaju dokumentalność.

Jej baśniowe ogrody powstały pod urokiem kompozycji kwiatowych odkrytych w ogrodzie botanicznym w Szwecji. Kolejną serią obrazów, która przyniosła malarce sukces, były cerkwie Moskwy. Mieszkała w tym mieście przez kilka lat i malowała jego wyniosłe, monumentalne budynki i zapomniane, brudne uliczki. Zachwyciły ją cerkwie. Nie był to jednak okres sprzyjający malarstwu sakralnemu, ale talent artystki przełamał pewne bariery i zorganizowano jej wystawę indywidualną w tak prestiżowym miejscu, jakim jest Centralny Dom Malarza w Nowej Tretiakowce, która była znakomitym sukcesem polskiej malarki.

Podróż do Turcji w 1992 roku, uwieczniona została złotym medalem Wielkiego Mera Istambułu, przyznanym za całokształt twórczości, oraz indywidualna wystawa, która brała udział w Eurodialogu. Z okazji nagrody, artystka zaproszona została na przyjęcie do pałacu sułtana, które jak sama wspomina, "porównać można tylko do opowieści z tysiąca i jednej nocy". Trzy lata temu od znanej francuskiej fundacji "Colas", za zasługi artystyczne, Maria Dziopak otrzymała również prestiżową nagrodę.
Pomimo, że malowała różne zakątki świata to w jej twórczości dominuje romantyczna, piękna i subtelna polskość.

Poza wystawami i wojażami zagranicznymi, artystka chętnie uczestniczy w plenerach artystycznych, które są najznakomitszą okazją nie tylko do spotkań artystycznych i towarzyskich, ale okazją do wymiany doświadczeń podpatrzenia warsztatu innych.

W biografii Marii Dziopak nie można pominąć jej działalności charytatywnej; uczestniczy w aukcjach, które niosą pomoc dzieciom. Każdego roku przekazuje na cele charytatywne kilka obrazów w nadziei, że przyniosš radość najbardziej potrzebującym.

Bez przesady można powiedzieć, że prace tej znakomitej artystki znajdujš się w muzeach, galeriach i zbiorach prywatnych na całym świecie. Są chętnie kupowane w czasie wystaw, bajecznie kolorowe ukwiecone płótna znakomicie czują się w dużych przestrzeniach galerii i sal wystawowych, ale ich właściwym miejscem jest chyba mieszkanie, w jego intymności i bliskim kontakcie ujawniają się wszystkie walory, zaś wśród nich cechę bodaj najważniejszą w naszym zabieganym świecie jest spokój i życzliwość ludziom. Można również powiedzieć, że są one szczególnymi przykładami wielorakiego postrzegania rzeczywistości.

Wielu krytyków zadaje artystce pytanie na temat jej stylu malarstwa. W jednym z ostatnich wywiadów Maria Dziopak odpowiedziała: "Myślę, że powoli będę się starała odchodzić od czystych i wyrazistych pejzaży, a skoncentruje się być może na malowaniu bardziej wewnętrznym. Może wrócę do swojego dawnego stylu, gdzie dokładność łączyła się z nutą romantyczną. Może otoczę to wszystko mgiełką nastrojowości i tajemniczości?"

W jednej z publikacji określono Marię Dziopak, jedynym żyjącym polskim impresjonistą, który pracuje w naturze. Aby zgodzić się z tym twierdzeniem lub zaprzeczyć należy poznać twórczość artystki.

Maria Dziopak od lat maluje tradycyjne pejzaże; i czy to będą norweskie fiordy czy typowo polski jesienny krajobraz, ostra architektura skandynawskiego brzegu czy też spokój swojskiego polskiego zaułka - wszystkie te prace powstają w bezpośrednim kontakcie z naturą. Świat przedstawiony w obrazach Pani Marii Dziopak jest światem żywych kolorów słońca w miasteczku portowym, burgundzkiej czerwieni jesiennego drzewa lub też kolorytem turkusowo-białej fali wzburzonego północnego morza. Skąpane w słońcu niemieckie ogrody i pełne tajemniczości włoskie uliczki, czy też zatopione w zieleni egipskiej oazy uśmiechają się do oglądającego. Niebanalność rozmieszczenia prac o tak różnym "klimacie" pozwalałaby nazwać całą ekspozycję "Słoneczna Impresja".

Grażyna A . Kashdan,
The Voice, Nowy Jork, Grudzień 2002r.


© Galeria SD, wykonanie © Michał Piecuch, 2004